Opisy eliminacji zawrotów głowy, bólów kręgosłupa, oraz kulawicy u psa chiropraktyką McTimoney-Corley'a

Jola Szyszło

ZAWROTY GŁOWY

Chory, 49 lata, zgłosił się do gabinetu z powodu uporczywych zawrotów głowy trwających od dwóch lat, nie ustępujących po leczeniu farmakologicznym.

Chory zgłaszał:

Przebieg terapii:

Zastosowałam klasyczny zabieg chiropraktyczny McTimoney-Corleya równoważący cały aparat ruchu ze szczególnym uwzględnieniem pracy w rejonie kręgosłupa szyjnego, czaszki, a mianowicie:

Wykonałam łącznie 3 zabiegi, każdy był dostosowany do aktualnych potrzeb chorego i zmieniającego się obrazu powstałej choroby. Terapię rozpoczęliśmy 26.03.2004., chory powrócił do całkowitego zdrowia 13. 04. 2004. Po tym terminie wykonałam jeszcze 2 zabiegi.

Po pierwszym zabiegu pacjent zgłaszał uczucie lekkości w całym ciele, pojawiło się uczucie "chrobotania" w szyi później bóle występujące w tym odcinku wyraźnie się zmniejszyły, ustąpiły zawroty głowy przy pochylaniu do przodu. Po drugim zabiegu zmniejszenie "chrobotania" w szyi, samopoczucie bardzo dobre, nie powiodła się próba prowadzenia auta. Po następnym zabiegu okresowo bóle potylicy, całkowicie ustąpiły zawroty głowy. Pacjent do dnia dzisiejszego czuje się dobrze, jeździ bez obaw samochodem.

Oto, co napisał w KSIĘDZE PAMIĄTKOWEJ w moim gabinecie:

Tak bardzo chciałem nie czuć bólu kręgosłupa, być sprawnym ruchowo, nie mieć zawrotów głowy i po kilku zabiegach... nie wiem, co to ból kręgosłupa, jestem w pełni sprawny ruchowo a nawet jeżdżę samochodem. Czasami boję się, że obudzę się z tego snu.

Z wyrazami wdzięczności R. S.

 

BÓLE KRĘGOSŁUPA

Chora, 44 lata, zgłosiła się do gabinetu z bólami kręgosłupa w odcinku lędźwiowym i uczuciem ociężałości w całym ciele oraz napadowymi bólami głowy.

Chora zgłaszała:

Badanie rtg z dn. 21.06.02 odcinek L-S
Prawowypukła skolioza z rotacją osiową i spłyceniem lordozy. Asymetryczne zwężenie tarczy m-k L4- L5.

Badanie manualne dn. 26.11.2003
Skrzywienie miednicy, prawostronna torsja z rotacją prawego talerza miednicznego, napięcie tkanki miękkiej w tym rejonie, sztywność całego ciała, napięcie w rejonie potylicznym.

Przebieg terapii:

Wykonałam klasyczne techniki do pobudzenia autoregulacji układu ruchowego. Pracowałam bardzo lekko, dużo w rejonie podpotylicznym i kości krzyżowej. Reakcja chorej na zabieg była dosyć gwałtowna, od lepszego samopoczucia do gwałtownego pogorszenia stanu. Każdy zabieg pozwalał na odkrycie coraz to nowych zaburzeń (zaburzenia nakładały się na siebie jak warstwy łuski w cebuli). Jedynie wnikliwa obserwacja i niewątpliwa cierpliwość i determinacja chorej pozwoliły dotrzeć do istoty choroby. Zlikwidowanie najważniejszych zaburzeń tzn. bólów głowy i pleców pozwoliło nam wykonać zabieg per rectum albowiem wszystkie objawy świadczyły o zablokowaniu kości guzicznej. Po zabiegu ulga, później pojawił się ból promieniujący do pachwin, ustąpił po dwóch dniach. Od tego czasu chora nie ma problemu z:

  • bólami głowy;
  • hemoroidami;
  • wstawaniem i pochylaniem się;
  • siedzeniem;
  • bólami pośladków;
  • jest uśmiechnięta.
  • Terapię rozpoczęłyśmy 26.11.2003r. ostatni zabieg był 09.08.2004r. Łącznie wykonałam 13 zabiegów, początkowo raz w tygodniu następnie raz w miesiącu, lub zależnie od stanu chorej.

     

    KULAWICA U PSA

    Jestem szczęśliwą posiadaczką psa rasy Golden retriever, wabi się Maks i ma teraz 2 i pół roku. Gdy miał niespełna rok zaczął kuleć, zaniepokojona pojechałam z nim do weterynarza, który badaniem stawu barkowego- rtg i ręcznym- stwierdził chorobę zwaną osteochondrozą. Choroba ta dotyka psy, u których nieprawidłowo rozwija się chrząstka stawowa, często dochodzi do rozwarstwień tej chrząstki. Padł wyrok- leczenie operacyjne. Bardzo lubię swego psa i nie chciałam, aby miał takie przykre doświadczenia związane z pobytem wśród ludzi.

    Przypomniałam sobie na szczęście, iż mój MENTOR ZAWODOWY HENRYK DYCZEK wspominał o uzdrowienia pewnego, spisanego na straty jamnika. Doszłam do wniosku, że też powinnam spróbować ratować swoje kochane psisko. Wprowadziłam mu do diety dużo chrząstek kości cielęcych, robiłam mobilizacje stawu barkowego, uwalniałam napiętą tkankę miękką. To było niesamowite przeżycie, gdy mój pies układał mi się pod ręce, żeby robić mu zabieg. Był bardzo wdzięcznym pacjentem, szybko przestał kuleć. Teraz okresowo po wysiłku zdarza mu się utykać, lecz wtedy sprawę rozwiązuje dosłownie jeden zabieg. Jestem zdumiona mądrością do autoregulacji u zwierząt, pomaga im być może to, iż nie mają obciążeń psychicznych związanych z chorobą, które z pewnością blokują powrót do zdrowia wielu ludziom.

    Lekarz weterynarii był zdumiony stanem Maksia, twierdził, bowiem że prędzej czy później pies skończy na stole operacyjnym. Czasami warto zaufać naturze, swoim umiejętnościom i słuchać opowieści swoich nauczycieli - DZIĘKUJĘ CI HENIU.

    Kliknij, aby powiększyć. Kliknij, aby powiększyć.

    Powrót